Po raz kolejny spotkałam się z klientem o godzinie 19. Była to kobieta. Widziałyśmy się już kilka razy i dziś podczas rozmowy zapytała, a może raczej stwierdziła: „Pani to chyba nie ma dzieci, bo z tego, co widzę, bardzo dużo Pani pracuje”.

To skłoniło mnie do przemyśleń. Czy faktycznie nie mam czasu dla dzieci? Poświęcam im zbyt mało uwagi? Jestem złą mamą?

Pracować muszę, a mój zawód sprawia, że nie ma mnie w domu głównie popołudniami, przy czym sama mogę regulować swój czas pracy. Nie pracuję w soboty, a jeśli mi się to zdarzy, wychodzę co najwyżej na godzinę bądź dwie.

Z dziećmi spędzam każdy weekend. Jesteśmy tylko my: córka, syn i mama. Mąż w weekendy pracuje i poświęca nam w te dni bardzo niewiele czasu. Staramy się jednak celebrować wspólne chwile, czyli wraca np. na obiad, który zjadamy razem, lub odwiedza nas na godzinkę, gdy jesteśmy na placu zabaw.

W tygodniu bywa, że po wspólnym śniadaniu widzę się z dziećmi tylko wieczorami przez godzinę. W ciągu dnia pędzę do domu, żeby im coś ugotować i zjeść z nimi wspólny obiad, co niestety nie zawsze się udaje, i zwykle wygląda to tak, że ja gotuję posiłek, ale to mąż ostatecznie z nimi jada.

W południe staram się też wygospodarować godzinę lub dwie, aby wspólnie z dziećmi pójść na spacer, na plac zabaw albo zbudować wielki garaż z klocków, co niestety też nie zawsze się udaje.

Wieczorami codziennie czytamy razem książki. To jest też z synkiem nasz wspólny czas na rozmowę o tym, co działo się danego dnia. Z córką, która jest znacznie starsza, rozmawiamy i w ciągu dnia – przez Messengera czy SMS-y – i wieczorami na kanapie, kiedy wreszcie mogę wyczerpana usiąść.pexels-photo-377058

Czasem po całym dniu pracy jestem przewrażliwiona, zbyt zmęczona, by dać im kawałek swojego czasu. Mam wtedy ochotę po prostu paść na łóżko lub siedzieć w milczeniu, gapiąc się w sufit.

Wydaje mi się, że dobrze organizuję nam i sobie czas w ciągu dnia i tygodnia.  Jestem na każdej wywiadówce, wiem, z kim moja córka siedzi w ławce w szkole, co ją gryzie, czego pragnie. Wiem, kto jest przyjacielem mojego synka i skąd ma kolejnego guza na czole lub zadrapanie na rączce. Zdarzy mi się zapomnieć przynieść jakiejś rzeczy, o którą mnie poproszono do żłobka, w ostatniej chwili organizuję coś dla córki na hura na szkolny kiermasz, zapomnę, że przecież dziś miałyśmy pójść na przedstawienie.  Gryzie mnie sumienie, że daję im zbyt mało, że jestem dla nich zbyt rzadko. A może to tylko presja otoczenia. Wciąż powtarzane wszędzie jak mantra: matka idealna ma zawsze porządek, jej dzieci są czyste, a ona zawsze wygląda świetnie, o wszystkim pamięta, nigdy się nie denerwuje i nie złości na dzieci itp., itd.

Czas nas rozliczy. Życie nas rozliczy. Jaką jestem lub byłam mamą okaże się, gdy moje dzieci dorosną. Nie mogę być przecież idealna, bo ideały nie istnieją! Są tylko po to, aby do nich dążyć. Nie zmienia to faktu, że i tak gryzie mnie sumienie.