„Tyle miejsc na ziemi, ile gwiazd na niebie, a ja krok za krokiem idę Odry brzegiem, bo ja wolę Opole od wszystkich innych miast” – śpiewają dzieci.

Jak to jest, że ktoś przyjeżdża do tego miasta i już nie chce wyjeżdżać. Albo wyjeżdża, ale tęskni za nim i chce do niego wrócić. Czym nasze miasto różni się od innych w Polsce?

Z KRAKOWA DO OPOLA

Ania wyjechała kilka lat temu do Krakowa, zawiodła ją tam wielka miłość. Teraz ostatecznie powróciła do Opola.

Do Opola przywiodła mnie miłość do rodziny, którą tu mam w komplecie, chęć tego, żeby moje dzieci mogły spędzać na co dzień czas z babcią, za którą bardzo tęskniły, i z kuzynką Franką, z którą też są związani. Opola nigdy na dobre nie opuściłam, bo jestem tu zatrudniona w Galerii Sztuki Współczesnej… od zawsze.

Pierwsze, co jest mocno zauważalne, to powietrze! Można tu swobodnie oddychać.

Kraków jest fajny, piękny… ale mało odpowiedni dla rodzin z małymi dziećmi. Mimo że później mieszkaliśmy już pod Krakowem, to nadal czuć było chmurę smogu.

 Jeśli chodzi np. o zakorkowanie miasta, to nie ma różnicy. W Krakowie są superżyczliwi kierowcy, jeżdżą prężnie i kulturalnie – to jest jedna z rzeczy, których życzyłabym sobie w Opolu. W Opolu każdy jeździ, jakby był „złotówą”.

Co mnie mile zaskakuje, to prężność rozwoju miasta, ilość wydarzeń – choć może patrzę na to z perspektywy „przyjezdnego”, w myśl zasady, że trawa zawsze jest bardziej zielona gdzieś indziej.  

Minus, i to chyba duży, to zdecydowanie mniejsza dostępność lekarzy specjalistów, np. Luxmed w Krakowie to paręnaście placówek, a u nas ledwie dwie. 

Nie wiem, czy jestem dobrym adresem, jeśli chodzi o opinie na temat obu tych miast. Bardzo lubiłam Kraków, ale funkcjonowanie z dwójką dzieci z dala od rodziny jest ciężkie.

 Liczba knajp w Opolu to duży plus, mimo że sama z nich nie korzystam. Kiedy wyjeżdżałam, wszystko w Opolu się zamykało, a mnożyły się banki. Natomiast kiedy w Krakowie vegebary były już niemal przeżytkiem, to u nas dopiero powstawały – wszystko zdaje się być nieco opóźnione, ale to chyba kwestia wielkości miasta. 

Odnoszę też wrażenie, że ludzie w Opolu są mniej sympatyczni niż w Krakowie. 

No i w Opolu jest wszystko droższe, szczególnie artykuły spożywcze. Wiecznie nie mogłam się nadziwić, że pieczywo w piekarniach jest o tyle tańsze w Krakowie: chleb z ziarnami w piekarni pod blokiem (a mieszkałam w śródmieściu) kosztował 2,6 zł, podczas gdy w Opolu 4 zł. Wynajem mieszkań? O dziwo taka sama cena, a przecież Opole to jednak nie Kraków. W Krakowie tańsze było niemal wszystko – kino, piwo, komunikacja miejska, parkingi, fryzjer, karnety na siłownię. Myślę, że było to podyktowane większą konkurencją, natomiast drożyzna w Opolu podyktowana jest – przeciwnie – brakiem konkurencji…

Podoba mi się stowarzyszenie Mamy z Opola. W Krakowie też były podobne inicjatywy, ale nie tak prężne, poza tym raczej rozmywały się one w ogromie miasta.

WIELICZKA A OPOLE

Co mnie przyciągnęło do Opola? Mój partner ma tutaj dobre warunki do trenowania. Mnie spodobało się to, że jest tu miło, zielono i prorodzinnie. Nie wiem jeszcze, jakie uroki czy klimat ma Opole. Wiem natomiast, że miasto tworzą ludzie. 

Podoba mi się to, że w tym mieście co weekend jest gdzie pójść z dzieckiem. Co chwilę organizowane są różne wydarzenia rodzinne i – co ważne – idziesz tam 4-osobową rodziną i nie tracisz na to majątku. Mam tutaj na myśli np. edukacyjny piknik rodzinny, piknik sportowy, dzielnicowy itp. Aplikacja „Klik Opole” jest czadowa! 

Urodziłam się w Krakowie, jestem rodowitą Wieliczanką (w Wieliczce nie ma szpitali). Nie od razu polubiłam Opole. Za pierwszym razem zamieszkałam tu na pół roku na przełomie 2013 i 2014. W Opolu urodziłam pierwszą córkę. Po paru miesiącach wróciłam do Wieliczki z nastawieniem, że Opole to miasto starszych ludzi. Potem na przełomie 2014 i 2015 znowu zamieszkałam na parę miesięcy w Opolu, w innym miejscu. Utwierdziłam się wtedy w przekonaniu, że Opole to naprawdę miasto starszych ludzi. Coś mnie jednak cały czas ciągnęło do Opola.

Powoli zaczęłam dostrzegać inne rzeczy niż wcześniej. Zawsze wydawało mi się, że w mniejszym mieście nie da się fajnie żyć, lecz okazuje się, że jest dokładnie na odwrót. Mniejsze korki, możliwość płacenia kartą płatnicza w biletomatach, 15 minut darmowego postoju (tego mi brakowało w moim rodzinnym mieście).
Najbardziej urzekło mnie to, że w Opolu jest zielono i prorodzinnie. W weekend na wyspie Bolko nie ma gdzie zaparkować, bo tyle rodzin wybiera się na spacery.

Ludzie są bardziej uprzejmi w Opolu. Miałam parę spraw urzędniczych przy przeprowadzce, mało kiedy trafiłam na kogoś niemiłego. A jeżeli już ktoś był niemiły, to i tak był milszy niż urzędnicy w Krakowie czy w Wieliczce.
Ścieżki rowerowe! Są wszędzie! Z jednego miejsca w mieście na drugie mogę wybrać się rowerem!

Zanieczyszczenia powietrza są i w Opolu, i w Krakowie czy w Wieliczce. Zaznaczę tylko, że w moim rodzinnym mieście normy są o wiele bardziej przekraczane niż w Opolu.Przy znacznym przekroczeniu norm można raz na jakiś czas za darmo na podstawie dowodu rejestracyjnego przejechać się komunikacją miejską – ot walka ze smogiem!

Ceny mieszkań! W Opolu kupiliśmy mieszkanie za 4200 zł za metr. W Krakowie ceny zaczynają się od 6500 zł.

Opolska karta rodziny. Świetny pomysł! Tak wygląda prawdziwe zachęcanie rodzin do przyjścia na basen, odwiedzenia zoo czy pójścia na kawę.

Państwowego żłobka w Wieliczce nie ma, a do prywatnych miasto nie przewiduje żadnych dofinansowań.

Jedna z dziewczyn na forum zarzuciła mi, że porównuję Opole do Wieliczki. Ano porównuję. W Wieliczce gęstość zaludnienia jest dwa razy większa niż w Opolu. To tak jakby w czyimś mieszkaniu nagle zamieszkało dwa razy więcej ludzi, ale nadal było w nim tyle samo łóżek i krzeseł co wcześniej.

W Opolu dba się o młodych, dzieci i rodziny. W Wieliczce bardziej chodzi o turystykę.

Z SANOKA DO OPOLA

PATRYCJA: Przyjechałam do Opola po maturze, za rok minie już 10 lat, odkąd jestem w w tym mieście. Pochodzę z Sanoka, czyli z województwa podkarpackiego.

Do Opola przyjechałam na studia i trenować short track. Dlaczego akurat to miasto? Dlatego, że najpierw przyjechał tu mój obecny narzeczony.

Sanok jest piękny, ale do mieszkania na starość. Spokój, małe miasto. Choć przyznam, że teraz bardzo lubię tam wracać.

Opole uwielbiam, bardzo! Ciężko jest się z nim rozstać. Mieliśmy plany, żeby wrócić w nasze rodzinne strony, głównie ze względu na córkę, aby była bliżej dziadków. Ale nie potrafimy podjąć decyzji, za bardzo lubimy to miasto. 

Mąż pracuje w Opolu, ma swój gabinet, działa charytatywnie. W Opolu jest park, dużo fajnych miejsc, ulubiona La Finestra. Różnica jest taka, że podkarpackie nie ma tego klimatu.

Opole ma w sobie po prostu to coś. Nawet jak jadę do rodziców, to już nie mogę się doczekać, aż wrócimy do Opola. 

Z GDAŃSKA DO OPOLA

NATALIA: Jestem Gdańszczanką. Do Opola przyjechałam na studia razem z narzeczonym. 

Opole jest małym, ciepłym miastem. Jest tu dużo słońca. Wszystko pod nosem. Z racji, że mieszkałam na obrzeżach Gdańska, miałam blisko do wody, którą kocham. W Gdańsku miałam morze… a w Opolu mam Turawę. Temperatura jest tu znacznie wyższa niż nad morzem. Nie za dobrze natomiast wspominam zimy. Po prostu śmierdzi z kominów. Opole jest piękne. Natomiast patrząc na zdrowie… zimą. W lato Opole, zimą Gdańsk.Dlatego moja miłość jest równo podzielona między te dwa miasta.Gdańsk zimą jest piękny. Lato w Opolu ociera się o egzotyczne temperatury.  

Z MAŁOPOLSKI DO OPOLSKIEGO

MONIKA: Przeprowadziłam się do Opola z miasteczka na pograniczu woj. małopolskiego i śląskiego na studia. Już będąc w gimnazjum, odwiedziłam na kilka godzin Opole i samotnie błądziłam ulicami centrum. Wtedy poczułam magię i miłość do tego miasta. Postanowiłam, że kiedyś tutaj wrócę. W moim sercu rodził się jakiś sentyment do tych kilku godzin. Postanowiłam studiować w tym mieście – na próbę, by po kilku latach móc ewentualnie emigrować w inne miejsce. Na drugim roku poznałam mojego obecnego męża. I już z nim zostałam. Opole to właśnie to miasto, w którym rodziło się moje nowe życie, kształtowała moja obecna osobowość. To tutaj poznałam miłość mojego życia, z którą teraz oczekuję narodzin drugiego synka.

Wychowałam się w bliskiej odległości od dużych miast, tj. Katowic i Krakowa. Wszyscy zachwycają się tymi aglomeracjami, ale dla mnie te miasta są zbyt zatłoczone, zbyt brudne. W Krakowie też jest swego rodzaju magia, która przyciąga, ale tam prowadzi się typowo wielkomiejskie życie. Brakuje takiego kameralnego stylu, który odnalazłam w Opolu właśnie. Mamy mnóstwo uliczek z pięknymi kamienicami, którymi można się zachwycić. Piękny jest nasz ratusz, katedra, okoliczne uliczki. Na dodatek teraz Opole niesamowicie się rozwija. No i – co jest według mnie plusem – nie jest aż tak zatłoczone jak inne miasta.
Gdy tu zamieszkałam, jedną z rzeczy, które mnie na początku pozytywnie zadziwiły, było coś, czego rodowici mieszkańcy zapewne nie zauważają – zupełnie inna kultura kierowców na drogach. Oczywiście są niechlubne wyjątki, jak wszędzie, ale mimo korków o wiele przyjemniej porusza się po mieście z miłymi kierowcami. Już nie wspominam, że w Opolu tak naprawdę wszędzie jest blisko. Nie stoi się dwóch godzin w korkach, co w większych miastach jest niestety normalnością. Dużo osób narzeka na utrudnienia związane z remontami. Tylko, dlaczego zapominamy, że wszystko po to, aby za jakiś czas było lepiej?

Kolejnym aspektem jest ilość zieleni – posiadamy chyba najpiękniejsze i najbardziej naturalne zoo w Polsce. Zresztą cała Opolszczyzna jest piękna. Każdy znajdzie coś dla siebie: jeziora, góry, mnóstwo lasów… ta mnogość rolników! Nie muszę daleko szukać, by pokazać dziecku traktor czy kombajn. W sezonie urządzamy wycieczki do okolicznych wiosek w poszukiwaniu kombajnów czy pól kukurydzy, po których uwielbiamy spacerować. Cóż więcej mogę powiedzieć? Kocham to miasto, a zauroczyłam się nim jeszcze jako dziecko.

 

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here

20 − 14 =