Spróbuj powiedzieć swojemu dziecku, że przez miesiąc nie będzie mieć dostępu do telewizji, tableta, smartfona, komputera, smatrwatcha. Jak zareaguje? Najczęściej będzie to szok i pytanie; to, co ja mam robić?
Dzieci pozbawione tych zabawek zaczynają się nudzić, ponieważ nie znają innych form spędzania czasu. Nawet jeśli wyjdą na podwórko, siłą wypchane przez rodziców, piaskownice, place zabaw czy boiska są puste. Relacje z innymi dziećmi budują z poziomu swojej kanapy w domu, za pośrednictwem Messengera, Snapchat’a, Facebooka czy Instagrama. To tam dzielą się swoimi problemami, sukcesami, omawiają dany dzień, wstawiają zdjęcia i krótkie filmiki. Wszyscy o wszystkich wszystko wiedzą bez wychodzenia z domu. four-square-972192_1280
A kiedyś…

Nie było telefonów, bajki w telewizji emitowane były tylko o godzinie 19 lub sobotnie i niedzielne poranki. Niewiele osób miało telefon stacjonarny, a szczytem marzeń było Video.

Co wtedy robiliśmy? Nudziliśmy się? NIE!

Jeśli mieszkałeś w tym czasie w Opolu każde z osiedli, jak zresztą pewnie każde miasto, miało swoje miejsce spotkań czy punkt, który odwiedzało się niemal codziennie. Zawsze wiedziałeś gdzie i kogo spotkasz.
Jeśli mieszkałeś na Nowej Wsi Królewskiej, pewnie odwiedziłeś kilka razy cmentarz, wysypisko lub staw. Jeśli na ZWMie, biegałeś po labiryntach betonowych bloków.
Dzieci z Opola uwielbiały dawny sklep „Jaś i Agatka” na ul. Krakowskiej, który odwiedzało się tylko po to, aby popatrzeć na wspaniałe zabawki i ogromne misie.
Nie można też nie wspomnieć o ruchomych schodach w Opolaninie. Uwielbialiśmy nimi jeździć.

W co się bawiliśmy?

W gumę – codziennie, namiętnie grało się godzinami i między przerwami lekcyjnymi.
Trzepak – to było miejsce spotkań, nie tylko dziewczyn, ale i chłopaków.
Przewroty, które się na nich robiło, dziś mrożą mi krew w żyłach, zwłaszcza gdy przypomnę sobie, że trzepak stał na betonowych płytach. Nie jeden guz się z takiej zabawy przynosiło.
Place budowy – To był istny raj, tunele z płyt, wielkie doły i smoła w wielkich beczkach. Absolutnie zabronione miejsce zabaw przez rodziców. Więc im nic nie mówiliśmy.
Pamiętam historię, gdy siostra bawiąc się nią, pobrudziła sobie głowę (a miała długie włosy). Nie było możliwości tego usunąć, wpadłyśmy więc na genialny pomysł, żeby jej to po prostu wyciąć, tak żeby rodzice nie zauważyli. Siostra przez kilka tygodni chodziła z wielkim, łysym plackiem na środku głowy. Skąd u nas przypuszczenie, że rodzice nie zauważą?
Łapane-Skakane – albo po prostu piłka odbijana od ściany, zabawa polegała na odbijaniu piłki o ścianę budynku. Jednak zanim odbitą piłkę złapaliśmy z powrotem w ręce, wykonywaliśmy pewien gest. Każdy gest wykonywaliśmy po wyrzuceniu piłki z rąk, a przed jej złapaniem. Od 10 do 1 odbicia. Np. odbicie piłki o ścianę i złapanie z powrotem, klaskanie w dłonie z przodu, klaskanie za plecami. Jeśli się skusiliśmy, zabawę zaczynała kolejna osoba.
Państwa-Miasta lub Wojna – Rysowaliśmy duże koło, średnicy, co najmniej 3m, i dzieliliśmy na równe części (tyle ile było zawodników). Zabawę rozpoczynał uczestnik wybrany w drodze wyliczanki. Stojąc w kole i trzymając w ręku patyk, mówiliśmy głośno tekst np.:”Lemoniada, oranżada, wywołuję wojnę przeciwko…”(tu wymienialiśmy nazwę państwa, które wzywa do walki) np. Rosja!. W tym momencie wyrzucało się patyk jak najdalej przed siebie i zaczynało uciekać w odwrotnym kierunku. Wszyscy uczestnicy rozbiegali się, ale za patykiem musiał pobiec tylko wywołany przeciwnik. Gdy złapał patyk krzyczał: “STOP!” – wtedy wszyscy musieli się zatrzymać. Uczestnik wywołany do wojny (Rosja) wybierała państwo, któremu chce wywołać wojnę, mówiąc: “Wywołuję wojnę przeciwko Francji”. Teraz musiała ocenić swoją odległość do wybranego przeciwnika, aby znaleźć się jak najbliżej i dotknąć go patykiem. Odległość wyznaczają kroki:
– tzw. słoniowe (jak największe kroki),
– normalne,
– stópki (przykładamy piętę prawej stopy do czubka palców lewej i tak na zmianę),
– parasolki (obrót wokół własnej osi).
Uczestnik, który trzymał patyk musiał głośno podać, ile jakich kroków wykona (np. 10 słoniowych, 3 parasolki i 7 stópek) i zaczynał iść w kierunku przeciwnika. W trakcie pozostali gracze liczyli razem z nim kroki, pilnując by ten nie oszukiwał i ciągle wykonywał kroki jednego rozmiaru – nie można zmniejszać np. słoniowych im bliżej celu. Oznacza to, że jeśli przeszacował, minie Francję. Po wykonaniu wszystkich kroków zatrzymywał się. Jeśli z tej odległości dotknął przeciwnika patykiem (przed grą ustalaliśmy, czy patyk można rzucić,), miał prawo zabrać część jego terytorium. Jeśli nie zdołał dotknąć, to przeciwnik zyskiwał część terytorium.
ZABIERANIE TERYTORIUM:
Czynność tę należało wykonać, stojąc na swoim terytorium obiema nogami i maksymalnie się wychylając, kolistym ruchem rysowało się patykiem nowe granice swojego państwa.
Po tej czynności zawodnik, któremu “zabrano” ziemię, zaczynał kolejną rozgrywkę.
Z gry odpadali uczestnicy, którym nie pozostał nawet skrawek własnej ziemi.childs-bike-1592503_1280

Było jeszcze milion zabaw, o których nie wspomnieliśmy: szczurek, deska i patyk, kolory, bandy, wojny z chłopakami, bejsbol po polsku, eksploracja okolicy, całodzienne lub kilkutygodniowe budowanie szałasu lub bazy, kapsle. Jak już nam się spodobała jakaś gra, to trudno nas było ściągnąć do domu. Wracaliśmy tylko po to żeby zjeść, a czasem nawet i tego nie zdążyliśmy zrobić, więc braliśmy pajdę chleba i biegliśmy z powrotem na podwórko.
Zdarte kolana, podarte sukienki czy spodnie, to był standard.

Uśmiechacie się na to wspomnienie?

CDN…

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here

3 × 3 =