Jak spełniać swoje marzenia: mówi przedsiębiorcza Ewa, mama osiemnastomiesięcznego Kuby i właścicielka manufaktury słodkości w Opolu
We wrześniu minie 18 miesięcy odkąd jestem mamą. Jak większość mam skorzystałam z rocznego urlopu po to, by być ze swoim synkiem w domu. Najtrudniejsze były pierwsze trzy miesiące, potem zaczęło się lato, spacery, to był naprawdę wspaniały czas.
Przyszła zima i zaczęliśmy z mężem zastanawiać się „co dalej”? Pracowałam wcześniej i mogłabym wrócić, ale była to praca zmianowa, często do 19: 30, mąż pracował do godz. 18:00, a co z synkiem? Nie mogłam wrócić, przede wszystkim właśnie z przyczyn organizacyjnych. Nie było możliwości zorganizowania wszystkiego tak, żeby było dobrze. Myślę, że wiele mam ma z tym problem – żłobki czynne do 17: 00, nienormowany czas pracy, tego nie da się pogodzić. Często właśnie z tego powodu kobiety zostają w domu. Jeżeli mają taką możliwość, to mają szczęście, ale nie każdy może sobie pozwolić na życie z jednej wypłaty. Tak było w moim przypadku, wiedziałam, że muszę zacząć pracować.
Dużo czasu zastanawialiśmy się z mężem, co mogłabym robić. Cukiernictwo od zawsze było moją pasją, ale cukierni jest w Opolu wiele, a ja chciałam zrobić coś nowego. I tak, po długim czasie przemyśleń, wpadliśmy na pomysł ręcznego robienia lizaków i cukierków. Widzieliśmy już wcześniej w większych miastach takie manufaktury. Decyzja nie była prosta, trzeba było przemyśleć wszystkie za i przeciw, ale teraz, z perspektywy czasu, nie żałuję.
Trzeba robić w życiu to, co się kocha, co nam daję siłę żeby rano wstać. Ja do pracy idę z uśmiechem na twarzy i wydaję mi się, że tak właśnie powinno być. Często myślimy „to nie dla mnie”, „nie nadaje się”, „nie dam rady”, ale w końcu jesteśmy mamami, przeżyłyśmy poród, kolki, miesiące bez przespanej nocy, więc co to dla nas własny biznes? Trzeba spełniać własne marzenia, życie szybciutko mija – najbardziej widać to po naszych dzieciach, a fajnie byłoby na starość usiąść w bujanym krześle, uśmiechnąć się do siebie i powiedzieć „Było warto, niczego nie żałuję!”.
Ewa Bonomini


