Iza, mama 17-miesięcznego szogunka, zwanego Anią. Mama z Opola. Od 2008 roku, wraz z partnerem mieszkają w Danii, gdzie pracują i wychowują dziecko. O powrocie myślą…. za jakiś czas…..

Mieszkając w Polsce, czas dzieliłam pomiędzy pracę i naukę. Nie zostawało go zbyt dużo dla siebie. Wolny czas spędzałam z przyjaciółmi na imprezach. W Polsce poznałam swojego chłopaka, z którym jestem już  17 lat. Mieszkamy razem od 15.

Nasz wyjazd spowodowały warunki finansowe. Nie za bardzo bawił mnie fakt brania kredytu na remont i życia “od pierwszego do pierwszego”.

Na początku pojechaliśmy do Niemiec. Nie spodobało nam się tam, więc po sześciu tygodniach przenieśmy się do Holandii. Stamtąd również po sześciu tygodniach, pojechaliśmy do Danii, gdzie mieliśmy znajomych. Postanowiliśmy spróbować i w ten sposób jesteśmy tutaj od maja 2008 roku z małymi przerwami. W Danii trzeba się przestawić na całkiem inny sposób myślenia. Tutaj wszystko się odbywa inaczej, wszyscy są bardzo mili i przyjaźni, bardzo im zależy na zdrowym odżywianiu i są przeciwnikami antybiotyków i leków.

Ciążę prowadziłam w Danii  i muszę przyznać, że system tutaj jest całkiem inny, np. ciążę prowadzi położna, są tylko 2 badania USG oraz o  wiele mniej badań poziomu hormonów, krwi itp. – oczywiście piszę o prawidłowo rozwijającej się ciąży, bez komplikacji. Do porodu udostępniono mi w szpitalu salę 30 m2 z łazienką i z ogromną wanną, gdybym chciała rodzić w wodzie.  Podczas porodu opiekę miałam świetną, mogłam sobie zażyczyć do jedzenia czy picia wszystko, na co tylko miałam ochotę.  Znieczulenia są bezpłatne. Przez cały poród czuwała przymnie  położna.  Również po porodzie jest do dyspozycji pielęgniarka, przychodzi  do domu, kiedy i ile razy chcesz.

Na sali porodowej mogłam przebywać od momentu powtarzających się skurczy, co 7 min do 4 godzin po porodzie. Potem mogłam iść domu, bo tutaj to normalne, że kobiety, 4 godz.  po porodzie idą do domu. Gdybym zdecydowała się zostać w szpitalu, przydzielono by mi szpitalny motel na max 3 doby po porodzie, z menu jak w restauracji. Mnie samą zaskoczył  fakt, że po 4 godzinach chcę  iść do domu i tam nacieszyć maluszkiem.

Po urodzeniu dostałam dzidzie od razu na brzuszek i w ciągu tych czterech godzin po urodzeniu, dziecko zabrano tylko na 10 minut, aby je zważyć i zmierzyć i to na moich oczach.

Natomiast wolę się leczyć w Polsce, bo w Danii, póki masz głowę, dwie ręce, dwie nogi i bije Ci serce, to jesteś zdrowy.

Idąc do przychodni, nie ma pediatry, tylko lekarz ogólny, który zajmuje się  dziećmi i dorosłymi. Zdrowi i chorzy w jednym miejscu. Lekarz ogólny jest ginekologiem, pediatrą, internistą itp. Taki lekarz kieruje do specjalisty w przypadkach, gdy nie jest pewny swojej diagnozy.

Z kolei system szczepień jest według mnie lepszy niż w Polsce. Szczepienia nie są obowiązkowe i są lepszej jakości. W Danii nie uznaje się  kropli na kolki itp., wszystko ma być naturalnie i samo przejdzie, ale nie sprzeciwiają się, jeżeli masz inne zdanie.

W Danii nie dostaje się łatwo zwolnień lekarskich w ciąży, lekarze uważają, że ciąża to nie choroba. Nie utrzymują na siłę ciąży do 3 miesiąca.

Urlopu macierzyńskiego jest 52 tygodnie i 97 % dzieci idzie potem do żłobka lub daupleje (kobieta, która się opiekuje w domu 4 dziećmi)

Zasiłek macierzyński przez połowę urlopu wynosi  100% pensji, potem 80%, lub 80% przez cały okres urlopu- zależnie od umowy.

Świadczenia socjalne są większe, bo prawie 90 procent ceny żłobka się zwraca, ale za to nie ma czegoś takiego jak chorobowe na dziecko. Jeżeli ktoś dostanie wolne to bezpłatne.

Do Polski jeździmy średnio, co dwa miesiące na tydzień. Ogólnie jesteśmy zadowoleni, ale bardzo tęsknimy za krajem, rodziną i przyjaciółmi. Chcemy kiedyś wrócić do kraju, ale plan ten  coraz bardziej  się oddala, (na początku planowaliśmy zostać w Danii  2 miesiące). Szkoda porzucać dobrą pracę z perspektywą rozwoju (obydwoje pracujemy w jednej firmie na stanowiskach kierowniczych). Jak na razie, nie podejmujemy decyzji, żyjemy tym, co jest. Jest dobrze i niech tak pozostanie.

Najgorsza jest tęsknota za rodziną i przyjaciółmi oraz za naszym Opolem!

Tutaj żyje się bardzo przyjemnie i lekko. Nikogo nie interesuje, że przyszłaś w pidżamie do sklepu czy w kaloszach do banku. Każdy żyje swoim życiem i nie ma wyścigu, kto ma lepsze auto czy fajniejszy dom- ludzie wolą pojechać na wczasy.

O sytuacji w Danii można pisać długo i dużo, głównie w superlatywach, ale jest trochę minusów…może z powodu innego wychowania….

Trochę nie podoba mi się wychowywanie u nianiek i w żłobku, a mianowicie: dzieci są puszczane samopas. Roczne dziecko siedzi godzinami w piaskownicy i kąpie się w mokrym piasku, łazi na czworakach w kałużach, może robić wszystko i wszędzie, bo zasada jest taka, że ma uczyć się samodzielności. Jak posiedzi mokre cały dzień, to się nauczy, że tak się nie robi.

Do przedszkola/ żłobka można przyprowadzić dzieci chore, ale bez gorączki.

Za to szpitale i przychodnie są bardzo nowoczesne i czyste, wszystko jest skomputeryzowane, zero biurokracji. Każdy ma numer, coś w stylu polskiego numeru PESEL. Niczego, nigdzie nie musisz mieć na papierze. Wszystko możesz załatwić przez Internet, nawet akt urodzenia.

Po prostu żyje się prościej

Obecnie wychowanie dzieci kojarzy mi się z latami 70 – 80 w Polsce- obowiązuje zasada: dziecko brudne to dziecko szczęśliwe.