Cudowna, ciepła, czuła, kochamy ją najbardziej na świecie. Zawsze wie, co powiedzieć, doradzi i jest bardzo zabawna. Cieszymy się, że jest z nami, a gdy jej zabraknie… boli.

Babcia Irena była od zawsze i najśmieszniejsze jest to, że naiwnie myślałam, że zawsze tak będzie.

Prawdziwa babcia, taka, która nie wiedziała, co to jest Internet ani solarium. Taka babcia, która całe życie bardzo ciężko pracowała i cały jej świat był tam- u niej na wsi. Dla mnie była całym światem.

Spędzałam u niej każde wakacje i ferie. Za Nią chodziłam po podwórku całymi dniami, a najbardziej podobało mi się, gdy pozwalała mi, dawać kawę zbożową do picia małym cielakom.

Ach jak Ona gotowała. Wiem, że już nigdy nie zjem takich pyszności. Gdy pytałam; babcia jak Ty bez przepisu robisz to drożdżowe ciasto?, mówiła; dziecko, przecież ja je robię ponad 60 lat.

Zaradna, pracowita, wspaniała i piękna, taką ja pamiętam.

I jakie Ona miała poczucie humoru. Razem z siostrą zaśmiewałyśmy się do łez, gdy opowiadała swoje historie.

Zawsze czekała na mnie ze swoim drożdżowym ciastem i jak już się kiedyś spotkamy, to na pewno przy nim opowiemy sobie co się u nas działo przez ten czas.

I jak piszę te słowa, to płaczę, bo bardzo, bardzo ją kocham..i tęsknię tak jakby odeszła wczoraj, a nie ma już jej trzy lata… Babcia Irenka

Zawsze mówiła, że ze mnie powsinoga i antychryst i, że wejdę w każdą dziurę I chyba wszyscy mogą to potwierdzić. A Ona to wiedziała już wtedy, gdy byłam malutka i ledwo odrywałam nóżki od ziemi – pisze Monika

555Moja babcia, gdyby dziś żyła miałaby 83 lata. Babcia Teresa była i zawsze będzie dla mnie babcią z prawdziwego zdarzenia.

To ona nauczyła mnie klękać, co wieczór i odmawiać pacierz, mimo że kiedyś tak tego nie lubiłam. To dzięki niej mam dystans do siebie i mogę żartować sama z siebie. Z nią rąbałam drzewo i rozpalałam w piecu, gdy dziadek nie wracał z pracy. Z nią w zimne wieczory haftowałam serwetki. Ona nauczyła mnie szyć na maszynie i robić kotlety mielone z pieczarkami. To babcia robiła najlepsze ” wiosenne ” kanapki, takie, że przerywało się cała zabawę i biegło do domu na kolacje. To z nią jadłam pierwszy raz ziemniaki w mundurkach z masłem i solą, gdy brakowało pieniędzy, a potem był to nasz wspólny przysmak.

Taka moja babcia z twardymi zasadami i bez dyskusji, ale wiecznie z uśmiechem na twarzy, co by się nie działo i tego tez mnie nauczyła. Każde wakacje ferie czy weekend spędzony u niej będę zawsze pamiętać.

Przypominając sobie jakikolwiek moment, uśmiecham się sama do siebie. Moja babcia w fartuchu i wałkach na głowie, stojąca na schodach i wołając; Roksana! kolacja! do domu!

Moja babcia, taka po prostu.

babciaJanka, Jaśka, Janeczka, moja babcia. Kobieta bardzo bliska mojemu sercu, odeszła w sierpniu 2015 roku. Często łapię się na tym, że chce do niej zadzwonić, tak po prostu, żeby porozmawiać o dzieciach o codzienności.

Z moją babcią często rozmawiałyśmy przez telefon. Jak byłam w ciąży z pierwszym dzieckiem, spędziłam kilka miesięcy w szpitalu, babcia dzwoniła codziennie. Czasami mnie to nawet drażniło. Wiele bym dziś dała, żeby móc z nią znów porozmawiać.

Była kobietą wyjątkową. Bardzo elegancką i dostojną. Urodziła się w 1939 roku. W swoim życiu wiele przeszła, jak wszyscy w tym czasie. Od zawsze marzyła, żeby zostać nauczycielką. Uczyła w bardzo małej wsi, gdzie wszyscy się jej kłaniali i podziwiali, nawet kilkadziesiąt lat po tym, jak skończyli szkołę. Uczyła moją mamę i tatę.

Babcia miała mnóstwo kapeluszy. W każde urodziny i imieniny dzwoniła do mnie z życzeniami, czytała przez telefon piękne wiersze urodzinowe, lubiła dawać prezenty, które, jak powtarzała, mają mi o niej przypominać; książki z dedykacją (mam od niej wiele książek kucharskich).

Była ciekawa świata i ludzi, uwielbiała słuchać, co, u kogo się dzieje. Babcia była dość „specyficzną” kucharką. Nie zawsze wszystko jej wychodziło -chyba mam to po niej. Nigdy nie zapomnę niedzielnych obiadów z dzieciństwa, gdy na stole zawsze królowała czernina, zajadałam ją z wielkim smakiem, dopóki nie dowiedziałam się, co jem. Robiła pyszne wina i nalewki, którymi częstowała mnie, gdy do niej przyjeżdżałam. Lubiła zdjęcia, często oglądałyśmy te stare, czarno białe, miała na nie specjalne kuferki.

Chorowała dwa lata, do końca nie chciała pogodzić się z chorobą, była pełna życia i żyć chciała. Byłam u niej w dzień jej śmierci. Była kimś, kto był w moim życiu ponad 30 lat. Była obok, była blisko. Była silna, dzielna, humorzasta. Była kobietą z krwi i kości – pisze Jola

„Śpieszmy się kochać ludzi tak szybko odchodzą
zostaną po nich buty i telefon głuchy

(…) Nie bądź pewny że czas masz bo pewność niepewna”

ksiądz Jan Twardowski

 

 

Poprzedni artykułOkiem mamy – Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy
Następny artykułPomysł na prezent dla Babci i Dziadka