Mój dziadek siadał w kuchni przy oknie i palił najbardziej śmierdzące papierosy na świecie…
Trzeba było mieć do niego anielską cierpliwość, ale ja nauczyłam się z nim żyć. Siadaliśmy razem, żartowaliśmy i płakaliśmy ze śmiechu tak, że aż nas brzuchy bolały.
Było w nim pełno życia, mimo sędziwego wieku. Wstawał wcześnie i robił zakupy w piekarni, a jak wracał, to rzucał mi siatkę pacynek na łóżko i mówił; kupiłem Ci cymbały, żebyś miała do szkoły.
Moim świnkom morskim zawsze przynosił mnóstwo trawy i mleczu, za każdym razem komentując, że nie ma sensu karmić, bo i tak nic z nich nie wyrośnie
Kiedyś, miałam jakieś zmartwienie i siedziałam na kanapie, w tle leciała muzyka, dziadek przyszedł i poprosił mnie do tańca. Tańczyliśmy i śmialiśmy się, od razu było mi lepiej.
Mieliśmy wspólną nić porozumienia, mimo że swoje wady też miał, chociaż myślę, że był to jakiś rodzaj demencji. Mówił cały czas, o wszystkim i o niczym i ciągle to samo.
Mój dziadek był bardzo otwartym człowiekiem, znali go wszyscy okoliczni sklepikarze i straganiarze. Jak kogoś poznał z daleka to wręcz biegł się przywitać.
Kiedyś narobił wstydu mojemu koledze, bo spotkał go na przystanku jak ten wsiadał do autobusu. Mówił mi, że dziadek krzyknął do kilku dziewczyn w autobusie „bierzcie się za niego dziewczyny, bo to bardzo fajny kawaler” A przecież wszyscy wiemy jak to jest mieć 17 lat. Drzwi autobusu się zamknęły, kolega spłonął rumieńcem, dziewczyny śmiały się pod nosem.
I każdą swoją wypowiedź dziadek kończył powiedzeniem: „i zwycięży orzeł biały”.
Mój dziadek nigdy nie dawał mi żadnych prezentów, parę razy dostałam czekoladę, lekko roztopioną, bo niósł w kieszeni spodni. Mimo tego uważam, że był najlepszym dziadkiem na świecie. Jeszcze nie raz chciałabym dostać od niego tą roztopioną czekoladę.
Chciałabym wrócić późno ze spotkania ze znajomymi i zjeść tą paskudną przypaloną jajecznicę z chlebem i makaronem i udawać, że jest pyszna żeby zrobić mu przyjemność, ponieważ smażył ją specjalnie dla mnie.
Chciałabym z nim tańczyć i śmiać się do rozpuku trzymając za bolące ze śmiechu brzuchy.
Było mi dane żyć i mieszkać z nim przez dwa lata. Zmarł na raka płuc. Jeszcze w dniu śmierci palił papierosy.
Kocham go i tęsknię. Jeszcze nie raz za nim zapłaczę.
Nauczyłam się przy nim żyć bardziej radośnie.
Nauczyłam się cierpliwości
Szacunku do starszych
Dzięki niemu wiedziałam, jakiego chcę męża.W końcu przykład idzie z góry, a wychowywałam się bez ojca.
Dziadek zdążył poznać mojego teraz już męża, wtedy chłopaka. Życzył nam powodzenia, powiedział, że ułożymy sobie życie i będziemy szczęśliwi razem.Mówił to dzień przed śmiercią.
Wszystko się sprawdziło. Wszystko się udało.Mąż jest żartownisiem, wesołym, pełnym życia, pracowitym i zaradnym człowiekiem. Otwartym, pomocnym, kochającym mężem i ojcem.
Mój dziadek miał na imię Feliks – imię z łacińskiego oznacza kogoś, kto jest łaskawy, szczęśliwy.W tym miejscu podkreśliłabym szczęśliwy.


