Jesper Juul to osoba wyjątkowa na arenie niezmiernie dziś licznych autorów przeróżnych publikacji z zakresu wychowania dzieci. W swoich książkach prezentuje poglądy, które można pokochać bądź znienawidzić. Nie boi się wskazywać rodzicielskich błędów, ale także kwestionować wieloletnich poglądów i zdobyczy pedagogiki i psychologii. Tak dzieje się również w bardzo niepozornej książeczce o znamiennym tytule „NIE” z miłości. To niespełna 100 stronnicowa, niewielka pozycja z dość dużym napisem informującym nas, iż stanowi ona „skandynawski bestseller dla rodziców”. „Połknąć” można niniejszą lekturę w jedno spokojne popołudnie, gdy nasza pociecha akurat ucina sobie drzemkę lub z zapałem buduje zamek z piasku w miejskim placu zabaw.

nie_z_milosci_02

Juula i Jego „NIE” polecam przede wszystkim ze względu na rys historyczny, ukazany w książce – zestawiający w dużym skrócie różnice, które ukształtowały naszych rodziców – dziadków naszych dzieci oraz nas. Uważam, iż jest to ogromny atut tej książki – rodzi sporą dawkę empatii wobec nierzadko całkowicie odmiennego poglądu wychowawczego wcześniejszego pokolenia. Jest to punkt wyjścia do tematu głównego niniejszej pozycji – do umiejętności mówienia NIE. Mówienia tego słowa w rzeczywistości pełnej konsumpcjonizmu i dostępności dóbr wszelakich.

Juul wychodzi tutaj z założenia, że w wychowaniu nie jest najważniejsze to, by wyznaczać dziecku granice, ale raczej to, by poznać granice własne. Różnica wydawać by się mogła subtelna, a jednak w percepcji autora kluczowa. Można bowiem odnieść wrażenie, iż jest on mocno znudzony powtarzanym na każdym kroku poglądem na temat tego, że czytelne granice są podstawą wychowania dzieci odpowiedzialnych, świadomych siebie i zwyczajnie szczęśliwych. Autor zwraca się raczej w stronę rodzica, zrzuca z niego nieraz ogromny bagaż wyrzutów sumienia i poczucia winy, związany z tytułowym NIE. Juul z całym przekonaniem stwierdza, iż w sytuacji, w której rodzic pozostanie w zgodzie z wyznawanymi wartościami i na ich podstawie odmówi swemu dziecku wizyty w McDonald’s czy też kupna nowych spodni, nie wyrządzi swemu dziecku krzywdy, a wręcz przeciwnie – w szacunku do jego uczuć ukaże mu, że są w życiu rzeczy i sprawy ważniejsze.

nie_z_milosci_01

Prezentowane przez Juula założenia wydają się być cenne i całkiem sensowne, jednak przede wszystkim dla osoby bardzo świadomej siebie, potrafiącej odróżniać własne potrzeby od jak mawia autor „chwilowego chcenia”, pełnego motywacji nawet w chwili zmęczenia i gorszej dyspozycji. Jednocześnie niejasne wydaje mi się rozgraniczenie granic własnych od wyznaczania granic dziecku, gdyż – w mojej ocenie – jest to działanie nierozerwalne, – gdy wiem, co stanowi dla mnie wartość, co jest dla mnie cenne – przekazuję to mojemu dziecku – sprawiając, iż podobne wartości stają się ważne również dla niego. Juul pragnie przenieść komunikację (nie tylko z dzieckiem) na płaszczyznę języka potrzeb, uczuć, stawiając na autentyczność i kontakt z samym sobą i wierzy głęboko, iż jest to jedyna słuszna droga do wychowania. Czy jest tak w rzeczywistości? Ocenę pozostawiam czytelnikom.

Psycholog – Żaklina Popiel

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here

three × five =