Pewnego dnia po powrocie do domu zobaczyłam na lodówce kartkę z napisem „Dwa tygodnie bez cukru”. Moja córka, zainspirowana artykułem, który kilka dni wcześniej z nią omawiałam, postanowiła, że obie podejmiemy to wyzwanie. Artykuł dotyczył diety bez cukru oraz dzieci, których dotyka cukrzyca.

Pikuś – pomyślałam – przecież praktycznie nie jem słodyczy, nie piję soków, nie jem kolorowych płatków śniadaniowych. Ustaliłyśmy zasady: żadnych produktów, które zawierają cukier, syrop glukozowo-fruktozowy czy ich inne niezdrowe odpowiedniki.

Następnego dnia podczas przygotowywania śniadania zrobiłam sobie w moim ulubionym półlitrowym kubku mocną herbatę z cytryną, włożyłam łyżeczkę do cukierniczki i… zorientowałam się, że mamy wyzwanie. Herbata była niedobra, nie smakowała mi, była gorzka i cierpka. Kawę posypywałam cukrem niby tylko odrobinę, ale ta „odrobina” zmieniała jej smak na dużo lepszy. Wtedy zrozumiałam, że nie będzie tak łatwo.

Córka wykazywała większą niechęć do wyzwania już po dwóch dniach. Pytała, czy może zjeść małego batonika albo chociaż loda, bo przecież jest tak strasznie gorąco. W trzecim dniu chodziła zła na cały świat i marudziła, że jak ona może przy tym wytrwać, skoro jutro idzie z koleżankami na urodziny i wszyscy będą jedli tort, lody itp. Czwartego dnia się poddała.

Ja nie mogłam tego zrobić i nie chciałam. W końcu mam dawać przykład.

Zrezygnowałam z cytryny do herbaty (bez cukru była po prostu zbyt kwaśna), przestałam używać ketchupu, musztardy, maggi. W osiedlowym sklepie nie mogłam znaleźć jogurtu z truskawkami bez cukru ani żadnego batonika czy ciastka słodzonego np. miodem.  Z racji pracy nie mam czasu przeszukiwać całego miasta za czymś, co mi go zastąpi.

Dwa tygodnie to tylko dwa tygodnie, nic trudnego, przecież nie muszę zmieniać diety. Zrezygnuję tylko z kilku produktów, czyli: musztardy, majonezu, ketchupu, frankfurterek, jogurtów owocowych, gumy do żucia – lista okazała się bardzo długa, dłuższa, niż sądziłam.

Ostatecznie okazało się, że 80% produktów, które zwykle kupujemy, zawierają cukier w różnej formie.

coffee-coffee-beans-afternoon-tea-40828

W dzień mamy moja córka tradycyjnie piecze jabłecznik. Tym razem dostałam batoniki, które znalazła gdzieś w czasie poszukiwań po opolskich sklepach. Niesłodzone, bez konserwantów, składające się z owoców i mąki kukurydzianej. Nie są złe, ale… nie są też jabłecznikiem z kruszonką i lodami śmietankowymi.

Do pracy zamiast batonika pakowałam jabłko, arbuza i np. truskawki. Ech… truskawki ze śmietaną i bez cukru… Gdy widziałam, jak cała moja rodzinka wcina je ze smakiem, byłam bliska poddania się.

Zdałam sobie sprawę, jak wiele musi zmienić osoba, która dowiaduje się, że zachorowała na cukrzycę.

Nie zauważyłam, żebym schudła, czy by cokolwiek zmieniło się w moim samopoczuciu. Wrócę do ketchupu i majonezu. Większą uwagę będę jednak zwracać na to, które produkty zawierają cukier. Kawę i herbatę mogę pić bez. Nauczę się i pewnie znowu zacznie mi smakować. W tym ogromie spożywanego mimowolnie cukru mogę go powoli ograniczać, więc zacznę właśnie od porannych napoi.

Spróbujcie i Wy!

Ps.

Wytrwałam znacznie dłużej niż dwa tygodnie, może ponad 3-4. Nie stawałam na wadze, ale spodnie jakby łatwiej wchodziły, a ja poczułam się nieco lżejsza. Może placebo, a może schudłam.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here

fourteen − 12 =