Anna Lambourne, magister politologii, absolwentka Uniwersytetu Opolskiego. Od 2006 mieszka w Bristolu, w Wielkiej Brytanii. Mama  Vesper- małej Gwiazdeczki

Druga część piękniej historii Ani i jej rodziny:

przeczytaj część pierwszą

Świadczenia, lekarze, cala ta administracja

Później było już z górki. 2 wizyty położnej w domu, oględziny małej i szczepienia – rutynowo po 1, 2 I 3 miesiącu.

Moja umowa o pracę wygasła 2 tygodnie przed planowa data porodu, wiec nie musiałam się stresować tym, czy będę miała gdzie wracać. Mąż spędził z nami 2 tygodnie urlopu ojcowskiego, później odwiedzili nas moi rodzice i pomagali przez kolejne 2 tygodnie.

Z firmy należał mi się Statutory Maternity Pay (SMP) -zasiłek macierzyński, który  wypłacany jest do wysokości 90% pensji przez 6 tygodni, a później £139.58 tygodniowo przez 33 tygodnie (wysokość zasiłku aktualna we wrześniu 2015). Od tego odchodzi ubezpieczenie społeczne i podatek dochodowy. Na waciki (przepraszam, pieluszki!) starczało. Poza tym, każdej rodzinie należy się dodatek na pierwsze dziecko w wysokości  £82.80 wypłacany co 4 tygodnie (do 16 urodzin dziecka, bądź do 20 roku życia jeśli się uczy). Na kolejne dzieci również on przysługuje, jednak w mniejszej wysokości.

Gdybym pozostawała w stosunku pracy, to mogłabym wziąć urlop macierzyński (maksimum 1 rok). Niektóre firmy zachęcają matki do powrotu do pracy poprzez oferowanie dodatkowego wynagrodzenia, np. wypłacają 90% pensji przez 6-12 miesięcy, bądź 6 miesięcy  pełnej pensji, a później SMP opisany przeze mnie powyżej, który refundowany jest firmie przez państwo. Niekiedy firma wypłaca jednorazowo jakąś symboliczna kwotę, np. £100 po urodzeniu dziecka.

Dodatkowo, jeśli ktoś czerpie inne świadczenia społeczne (np. przy niskich dochodach), należą mu się dodatkowe zasiłki (Child Tax Credits i Working Tax Credits).

Państwo oferuje również ulgi na opiekę nad dzieckiem – pobieranie ich jest możliwe na parę sposobów. Przy niskich dochodach, dla dziecka w wieku przynajmniej 2 lat można odliczyć 15 godzin opieki. Nas niestety (stety?) to nie dotyczyło.  Możemy jednak czerpać ulgę w wysokości ok. £100 miesięcznie na poczet kosztów związanych z opieką nad dzieckiem – jest to system kuponów, które są odprowadzane przez pracodawcę do wirtualnego konta pracownika, z którego wybiera się przedszkole, żłobek, opiekunkę, nianię, itp., któremu się te kupony wpłaci na konto (Child Care Voucher Scheme).  Obecnie jest to £243 miesięcznie, które odejmowane są od miesięcznej pensji przed odliczeniem podatku dochodowego i ubezpieczenia społecznego. Dzięki temu można zaoszczędzić ok. £80 na osobę miesięcznie, co nie jest dużo, biorąc pod uwagę, ze miesięczny koszt posłania dziecka do przedszkola czy żłobka na ‘pełen etat’ od poniedziałku do piątku 8 rano – 6 wieczorem to wydatek ok. £1,000. Przy wyższych zarobkach można odliczyć £143 miesięcznie, co daje ok. £25-30 oszczędności, a jeśli przekroczy się kolejny próg podatkowy, odliczenie to oraz dodatek na dziecko nie przysługują.

Wszystkie 3 i 4 latki (niezależnie od dochodów rodziców) mają prawo do 570 godzin bezpłatnej opieki lub wczesnej edukacji, co w praktyce oznacza 15 darmowych godzin przez 38 tygodni w roku.

Dostęp do zajęć kulturalnych i nie tylko

Pierwszy rok życia mojej córeczki był bardzo interesujący. Cieszyłam się każdym dniem i godziną, które mogłam z nią spędzić. W Bristolu organizuje się wiele bezpłatnych zajęć dla mam z dziećmi – Children Centres rozsiane po całym kraju a obsługiwane przez wolontariuszy, są skarbnicą wiedzy.

Skorzystałyśmy tam z  kilkutygodniowego kursu masażu niemowląt i kursu pierwszej pomocy. Najmilej jednak wspominamy 12 tygodniowe zajęcia  pod tytułem ‘Dziecko i ja’, organizowane przede wszystkim dla ‘nowych’ mam. Poruszają gamę zagadnień – od tego, jak poradzić sobie z macierzyństwem, jak być asertywną w świecie, gdzie każdy próbuje zmusić nową mamę do tego, by wychowywać maleństwo w taki a nie inny sposób. Są zajęcia ukazujące alternatywne zabawy – ‘messy play’ – poprzez poznawanie bodźców rożnymi zmysłami – dotykiem, słuchem, węchem i smakiem – przy okazji upapranie się po same pachy! Wykwalifikowani wolontariusze bawią się z dziećmi, przekazują wiedzę na temat kładzenia ich do snu i tego,  jak to robić, żeby nie zwariować; informują o chorobach, skaleczeniach, oparzeniach i jak im przeciwdziałać czy leczyć. Nasze ostatnie spotkanie poświęcone było odstawianiu mleka i wprowadzaniu pokarmów – oglądaliśmy film o BLW (Bobas Lubi Wybór) i maleństwa mogły spróbować przygotowanych w domu przekąsek.

Kolejnym hitem (przynajmniej dla nas) okazała się biblioteka chust i nosideł. W Bristolu działają 2 lub 3. Spotkania organizowane są regularnie co tydzień w kafejkach bądź salkach sklepów dla maluchów. Można uzyskać pomoc w wyborze i sposobie wiązania chust, a za £6 można wypożyczyć coś na 2 tygodnie. Nam się udało dodatkowo wygrać miejsce na półdniowych warsztatach instruktarzowych, w skład których wchodził wynajem wybranego nosidła na tydzień. Więc do naszej mini-kolekcji dołączył Boba 4G , który przetestowaliśmy zdobywając z mężem i córką szczyt góry Snowdon w Walii, gdzie pojechaliśmy na 10 dniowe wakacje.

przyjechali rowerem z przedszkola

Odpłatnie oferowane są również spotkania mam z dziećmi w rożnego rodzaju centrach, salkach przykościelnych, itp. Naszym ulubionym były Male Jeżyki, organizowane przez pentakostalny kościół Edge. W sali pełnej zabawek dzieciaki mogły się pobawić czym chciały (podział na sale dla niemowląt i pełzaków), później przerwa na lunch –  do wyboru owoce, tosty, zdrowa żywność dla dzieci i sałatki, ciasta i ciasteczka dla dorosłych. Wolontariusze rozmawiali z rodzicami, panowała bardzo rodzinna atmosfera. Tygodniowe 2.5 godzinne spotkania kosztowały £1 za rodzinę; co tydzień krążyła lista do wpisywania się mam chętnych do upieczenia czegoś na następny tydzień. Wszystko kończyło się wspólnym śpiewaniem piosenek.  Wbrew moim obawom, nikt nikogo nie zmuszał ani ‘mocno’ nie zachęcał do uczestnictwa w nabożeństwach niedzielnych. Ale na święta przyszłam z ciekawości na wspólne śpiewanie kolend. I aż mi dech zaparło – sala koncertowa z prawdziwego zdarzenia, z profesjonalnym nagłośnieniem, światłami zmienianymi przez zawodowców, pokazem artystycznego balansowania na jedwabnych linach – i to wszystko wolontariat! Koncert podobał się wszystkim, a  zakończył się poczęstunkiem w przestronnym korytarzu z przekąskami  wyglądającymi i smakującymi jak z najlepszej restauracji.

Inne grupy mamy z dzieckiem kosztują ok. £2 za 1.5 godziny, bez poczęstunku, bez rodzinnej atmosfery. Ale są również zajęcia typu taniec z dzieckiem w chuście, messy play dla najmłodszych, balet, gimnastyka i zajęcia muzyczne – wszystko ok. £5 za jedną  ‘lekcję’. Do tego jest wybór kafejek dla najmłodszych, gdzie cena wstępu zależy od wieku dziecka, tego, czy rodzice kupią cos do jedzenia (wówczas cena produktu czasem jest odliczana od biletu).  Są w nich zjeżdżalnie, tzw. Soft play – różne miękkie kształty porozstawiane jako przeszkody, baseny z piłeczkami, itp.W Bristolu  jest również parę dużych centrów w typie opolskiej ‘Dżungli’, parę bezpłatnych i płatnych farm ze zwierzątkami, gdzie można zabrać malca na parę godzin oraz parę parków rozrywki ze zwierzętami, karuzelami, placami zabaw – naszym ulubionym jest Puxton Park na południu Bristolu.  Za niewielką oplatą można tam spędzić z łatwością cały dzień. Można pooglądać i nakarmić kozy, kury, owce, itd., obejrzeć z bliska mleczarnię i wytwórnię serów, popływać łódką na małym stawie, przejechać się pociągiem, iść na plac zabaw, a na koniec wizyty zakupić lokalne smakołyki w sklepie firmowym.  W środku są atrakcje takie jak dmuchane zamki, zjeżdżalnie, baseny piłeczkowe i sporych rozmiarów soft play z linami.

Żłobki, przedszkola i opiekunki

Z dostępem do opiekunów dziennych, niań, żłobków i przedszkoli również nie ma problemu, z tym że nie spotkałam się z żadnym przedszkolem państwowym. Wszystkie kosztują w miarę  tyle samo, a cena końcowa uzależniona jest od tego, kiedy dokładnie się odbiera dziecko (niektóre liczą dodatkowo za każde 15 minut po 5, niektóre oferują zniżki, jeśli dziecko jest w żłobku/przedszkolu ‘full time’, jedno przedszkole  gwarantuje pieluchy, a wszędzie indziej przynosi się swoje). Ważny jednak jest wybór placówki, która będzie spełniała wymagania rodziców. Odwiedziliśmy z mężem 4 żłobki i żaden nam nie przypadł do gustu – tutaj było brudno, tutaj dyrektorka nie wiedziała, skąd  dostarczane są produkty spożywcze, tutaj niemowlaki były w tym samym pomieszczeniu do biegający 3-4 latkowie…

Zdecydowaliśmy się w końcu na placówkę oddaloną 15 minut jazdy samochodem, ale z wszystkimi salami na parterze (wiec dziecko nie zrobi sobie krzywdy ‘przypadkowo’ spadając z wysokich schodów), z obszernym ogrodem, królikami, dostępem do największej sali zabaw w Bristolu, która jest przez ścianę z przedszkolem i dostępna codziennie na wyłączność w godzinach porannych; z personelem, który słucha i wyznaje zasadę, ze żadnego stawiania do kąta, siadania na ‘niegrzecznym schodku’, czy innego  time-outu nie będzie w ramach kar za złe zachowanie. Personelu, który pyta ‘a jak wy to robicie w domu? Bo my się dostosujemy’ – w związku z kładzeniem dziecka spać, wymogów dietetycznych czy odpieluchowywania.

Na początku chcieliśmy, żeby córką zajmowała się opiekunka dzienna. Znaleźliśmy miłą panią, jednak 4 dni przed moim rozpoczęciem pracy poinformowała mnie, że remont jej się przedłuża, że będzie miała wakacje, że to, że tamto… a w przedszkolu, które co prawda kosztuje 2 razy więcej, zawsze jest pewność, ze jak jedna opiekunka ma wolne, to ktoś będzie na zastępstwie. Że nie ma remontów w czasie, kiedy dzieci są w przedszkolu. I że jest więcej stymulacji sensorycznej, a dzieci przebywają wśród większej ilości innych dzieci i szybciej uczą się umiejętności interpersonalnych.

Nasz żłobek-przedszkole również bierze pod uwagę narodowość i religię danego dziecka. We współpracy z rodzicami ustalane są pewne słowa w języku ojczystym, których personel  powinien używać. Każdego miesiąca omawiany jest jakiś język, np. we wrześniu 2015 był to węgierski. Wcześniej -rosyjski, niemiecki i polski. Najważniejsze festiwale religijne są opisywane odpowiednio do grup wiekowych dzieci – np. boże narodzenie i Wielkanoc, ale również Ramadan, czy Diwali.

W Wielkiej Brytanii ustalane są stosunki liczby wykwalifikowanych opiekunów do dzieci (w zależności od wieku dzieci) w placówkach edukacyjnych. I tak, na przykład na jednego opiekuna przypada dwoje dzieci w wieku do roku, albo troje do 2 lat, albo czworo do 3 lat. Powyżej 3 lat na jednego opiekuna przypada 8 lub 13 dzieci, w zależności od kwalifikacji opiekuna i tego, czy ma status nauczyciela, czy nie. W szkołach, gdzie większość dzieci w klasie osiągnie w danym roku wiek 5 lat, liczba ta wzrasta do 30 dzieci na jednego nauczyciela)[1].

Obcokrajowiec czy tubylec?

Córka ma obywatelstwo brytyjskie. Ja, rodząc , miałam wyłącznie obywatelstwo polskie. Jednak jako ze jestem rezydentką Zjednoczonego Królestwa, byłam traktowana tak samo jak obywatele tego państwa. Mając trochę czasu  podczas rocznej przerwy udało mi się poskładać wszystkie dokumenty i ubiegać się o obywatelstwo brytyjskie. Na wszelki wypadek, jak sobie mówię – w Wielkiej Brytanii poglądy ultra konserwatywne  wydają się ostatnio dominować i nastroje anty-emigracyjne, anty – europejskie górują w prasie I telewizji. Wielkie banki straszą, ze zmienią swoje główne siedziby i wyprowadzą się z Londynu, jeśli UK wystąpi z Unii Europejskiej.  Co by ten ruch znaczył dla mnie, gdybym miała jedynie polskie obywatelstwo? Szczerze mówiąc, myślę, ze nie wiele. Ale w praktyce z pewnością byłoby to więcej dokumentów do przedstawienia za każdym razem, gdy staram się o nowa prace, pożyczkę, itp. Wiec lepiej mieć podwójne obywatelstwo i rezydencję podatkową w kraju, w którym mieszkam.

Jazda na hulajnodze-dom

Z polskiego obywatelstwa nie rezygnuję. Nie mam takiej potrzeby, a w końcu Polska jest przecież moją ojczyzną, której się nie wyrzekam. To piękne morze, góry i rodzina, którą odwiedzam ok. 2 razy w roku.  Na krótko, może zbyt krótko. Ale o powrocie nie myślę. Nie mogłabym znieść czekania w kolejkach,  wizyt w urzędach i użerania się na każdym kroku z personelem instytucji publicznych, który zamiast pomóc, rzuca kłody pod nogi. I już nie chcę żyć w przeświadczeniu, że każda większa decyzja jest ostateczna – kredyt, którego nie mogę zmienić przez następne ileśtam lat, mieszkanie czy dom, na które najpierw mnie nie stać, a później nie mogę się od niego uwolnić, bo jest ‘na cale życie’.  Anglia to bardziej życie tu i teraz; jeżeli chcę, to zapuszczam korzenie, jeśli nie chcę, to co dwa lata się przeprowadzam i zmieniam pracę.  I nikogo to nie dziwi. Nie dziwi tez kolor skory, wyznanie czy orientacja seksualna. Patrzą jak na dziwoląga przez pierwsze 5 minut i przechodzą nad tym do porządku dziennego. W pracy nikt na nikogo nie krzyczy (zdarzają się gry podjazdowe – jak wszędzie!), niewyobrażalny jest jednak mobbing, firmy tutaj prowadza politykę zero tolerancji. Podczas godzinnego lunchu mam szanse wyskoczyć do siłowni (hmm- musze zacząć chodzić z powrotem, bo od 3 miesięcy mnie już tam nie było! A D. rośnie!).

Tylko przyjaźni na cale życie brakuje… Bo w tym zrelaksowanym społeczeństwie, gdzie można zmieniać pracę, miejsce zamieszkania, gdzie ludzi nie obchodzi twoja odmienność, nikogo również nie obchodzą twoje problemy, porażki czy sukcesy i radości – I tak, każdy sobie rzepkę skrobie…