Najtrudniejszym przeżyciem żałoby jest moment pochowania zmarłego. Jest to czas, w którym możemy się wypłakać, dać upust emocjom. Gdy poronimy, nie ma tej chwili, emocje zostają odłożone na potem, co często powoduje przedłużanie tych trudnych chwil.

W czasie, gdy dochodzi do poronienia, często słyszymy: „jama macicy jest pusta”. Nie ma ciała, nie ma pogrzebu, nie ma grobu, nie ma gdzie zapalić znicza – otoczenie, zwłaszcza ludzie, którzy nie doświadczyli takiej straty, odbierają ten fakt „nie ma grobu- nie ma i nie było problemu”.

Rodzice mają prawo pochować swoje dziecko. Bez względu na to, na jakim etapie ciąży je stracili. Mają też prawo do informacji o tym, że jeśli jest z ich strony takie życzenie, to mogą ciało/szczątki dziecka wziąć ze szpitala w celu pochowania.

Dostałam skierowanie do szpitala, kiedy okazało się, że serduszko mojego dziecka przestało bić.  Był moim szczęściem ponad 11 tygodni.

Kiedy tylko znalazłam się w szpitalu poinformowałam personel, że będę chciała pochować moje dziecko. Zabrzmi to okrutnie, ale Położne poinformowały mnie, co robić, by dziecko nie wpadło do toalety podczas załatwiania potrzeby.

Po urodzeniu Pawełka został pobrany materiał do badania genetycznego, który mąż zawiózł do laboratorium. Chcieliśmy znać przyczynę śmierci naszego dziecka. Ciało synka zabezpieczył szpital.

Do domu wróciłam dwa dni później.

Gdy otrzymaliśmy wyniki badań genetycznych, wróciliśmy do szpitala, który dopiero na tej podstawie mógł wystawić Kartę Martwego Urodzenia oraz informację do pracodawcy o przysługującym urlopie.

Z tą Kartą udałam się do Urzędu Stanu Cywilnego, który na jej podstawie wypisuje kolejny dokument, a mianowicie Akt Urodzenia, który z kolei trzeba dostarczyć do pracodawcy, a ten na jego podstawie udziela urlopu macierzyńskiego w wymiarze 8 tygodni.

 Ciałko Pawełka zostało wydane bezpośrednio do zakładu pogrzebowego.

Nadal nie wiem, co było przyczyną jego śmierci. Badania genetyczne nic nie wykazały, jedyny trop to pęcherzyk na kręgosłupie, widziany podczas badania USG – mógł oznaczać rozszczep kręgosłupa, ale pewności nie mamy..

Płakałam. Wiele razy płakałam, cieszę się jednak, że znałam przepisy, dzięki którym mogłam się z nim pożegnać.

Była to najtrudniejsza droga w życiu, ale warto było ją przejść. Teraz stojąc nad grobem mojego synka mam spokój w sercu. Zrobiliśmy dla niego wszystko, co zrobić mogliśmy.

 

 

 

 

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here

16 − four =