Agnieszka Nowicki- opolanka,  absolwentka Uniwersytetu Opolskiego o kierunku Filologia Polska, od 2007 roku mieszka z rodziną w Danii. Mama prawie 3 i pól letniej Eleny i prawie półrocznego Gabriela.

Moja przygoda z Danią rozpoczęła się 8 lat temu… i trwa do dzisiaj. Wyjechałam, by jak większość polskich emigrantów zarobkowych, zarobić na mieszkanie i wrócić..

Tymczasem.. pomimo planów (kilkakrotnych) powrotu do ojczyzny mieszkam i wychowuję razem z mężem dwójkę naszych dzieci w królestwie Hamleta. Powód? Jest dość prosty i banalny..  Po pierwsze jak się człowiek tak zasiedzi, to trudno wstać i się ruszyć, a po drugie mój dwukrotny stan błogosławiony, który pokrzyżował nam wcześniejsze plany 🙂

W 2012 roku urodziła się nam córka Elena Aleksandra, zaś w tym roku Bóg obdarzył nas synem, którego nazwaliśmy Gabriel Jan.

Obecnie jestem na urlopie macierzyńskim, także nie muszę się na razie martwić jak pogodzić pracę z wychowywaniem dzieci. Przeżyłam to, po pierwszym urlopie macierzyńskim i bardzo niemile wspominam. Byłam wówczas w trakcie nauki i pracowałam. W maju 2014 skończyłam pracę na Uniwersytecie jak i wykształciłam się na urzędnika biurowego o specjalizacji administracja publiczna. Kiedy Elena poszła do żłobka miała zaledwie 10 miesięcy. To było dla mnie ciężkie przeżycie. Z jednej strony malutkie dziecko, z drugiej nauka, z trzeciej jeszcze obowiązki domowe, a z czwartej poczucie winy, że tak kiepsko mi ze wszystkim idzie. Żłobek w Polsce jest złem koniecznym, w Danii natomiast to całkowicie naturalne rozwiązanie, ponieważ tzw.  urlopy wychowawcze występują tylko w niektórych komunach ( odpowiednik polskich województw).

Po urlopie macierzyńskim dzieci powierza się pod opiekę żłobków lub niani, która jest zarejestrowana w urzędzie pracy i spełnia wszystkie wymagane kryteria. Niania zazwyczaj ma pod opieką 4- 5 dzieci. Państwo gwarantuje dziecku miejsce w żłobku lub u niani, rodzice muszą tylko elektronicznie wysłać podanie.

Nigdy nie odczułam ani nie zauważyłam żadnej różnicy w traktowaniu naszych dzieci, tzn. ogólnie dzieci emigrantów w stosunku do dzieci duńskich. Pomimo, że jesteśmy obcokrajowcami mamy takie samo prawo  do wszelkich zasiłków i służby zdrowia, gdyż jest ona finansowana z podatków. Jesteśmy objęci jednym i tym samym prawem. Moje codzienne życie wypełniają dzieci i obowiązki domowe. Co dzień rano zawożę rowerem córkę do przedszkola, co daje nam dużo radości.; Nasza dzielnica otoczona jest polami, gdzie pasą się krowy, konie, jest staw , gdzie chodzimy karmić dzikie kaczki i łabędzie, są wysokie drzewa, las, mnóstwo ptaków. Taki poranny krajobraz napawa radością. Korzystam z tego, cieszę się, ze mam czas podziwiać świat w oczach moich dzieci i uczyć się siebie nawzajem. Żyje nam się wygodnie i bezpiecznie z uwagi na prorodzinna politykę państwa.

Dziecko w Danii jest nie tylko dobrem poszczególnej rodziny ale i dobrem  społeczeństwa, dlatego państwo inwestuje w dobro dzieci i dba o nie od ich narodzin. System społeczny  wspiera finansowo rodziny, a szczególnie rodziców samotnie wychowujących dzieci. Jeśli rodzina ma ciężką sytuację ekonomiczną, można starać się o dofinansowanie do żłobka, czy do czynszu mieszkania. Rodzice, którzy się uczą lub studiują otrzymują specjalne dodatki na dzieci. Nad zdrowiem dziecka sprawowana jest kontrola np. przychodnie stomatologiczne same wysyłają zaproszenia na badania i należy o nich pamiętać. W przeciwnym razie, rodzice są wzywani na rozmowę. Słyszałam, choć nie wiem na pewno, że policja może wkroczyć do akcji, jeśli zaniedbuje się wizyty u dentysty. Zarówno wizyty u stomatologa (do pełnoletności dziecka) jak i wszelkie szczepionki i badania są finansowane z podatków. Dziecko od narodzin jest objęte darmowym programem obligatoryjnych badań i szczepień.  Pierwsze odbywa się, gdy dziecko ma 5 tygodni, kolejne gdy skończy 3 miesiące, 5 miesięcy, 12 miesięcy, 15 miesięcy, 4 lata, 5 lat i ostatnie, gdy ma lat 12.

Duńskie wychowanie dzieci, choć wydawać by się mogło bezstresowe, wcale takim do końca nie jest. Dzieci uczone są pewnych granic bez wymierzania krytyki. W latach 80- tych bodajże Duńczycy doszli do wniosku, ze nie należy dzieci krytykować ani wyzywać, nie mówiąc już o przemocy fizycznej. I mówiąc szczerze przyznaję im rację, patrząc na ich pewność siebie i nieograniczoną wiarę w swoje możliwości w dorosłym życiu. A’ propo wychowania polecam książki duńskiego autora Jespera  Juula.

(O wspomnianym przez Agnieszkę autorze, pisałyśmy w artykule :JESPER JUUL „NIE Z MIŁOŚCI”)

PRZED PORODEM

Ciąże w Danii prowadzi położna i to ona odbiera poród. To jest chyba zasadnicza różnica w stosunku do Polski. Gdy test pokazuje dwie kreski kobieta idzie do swojego lekarza potwierdzić stan błogosławiony  testem na miejscu. Gdy okaże  się, że rzeczywiście spodziewa się dziecka, przechodzi rutynowe pierwsze badania, dostaje książeczkę informacyjną jak również lekarz zakłada jej żurnal ciążowy, który musi mieć na każdym badaniu u położnej i w szpitalu przy badaniach USG.W ten sposób lekarz uruchamia automatycznie (komputerowo) machinę przedporodowa: zawiadamia szpital i przychodnię położnictwa, że dana kobieta oczekuje dziecka. Około 10 tygodnia ciąży matka dostaje list z zaproszeniem na badanie usg do szpitala, po którym może umówić  się na pierwszą wizytę u położnej.  Przez cały  okres ciąży kobieta ma 3 obligatoryjne konsultacje u lekarza pierwszego kontaktu, 2 badania USG w 12 i 25 tygodniu i  około 6 – 7 wizyt u położnej .

Szokującym był dla mnie fakt, ze tylko dwa razy zobaczę nasze dzieci na obrazie usg, bo z opowieści koleżanek i znajomych mieszkających w Polsce takich badań jest więcej. Duńczycy do prześwietleń podchodzą jednak bardzo ostrożnie. Wielkim pozytywnym zaskoczeniem było natomiast to, że mogę zdecydować, czy chce poród ze środkami znieczulającymi, wanną, muzyką, gośćmi etc. O większości decyduje kobieta, bo to ona jest przecież w centrum tego wydarzenia.

Szpital organizuje we współpracy z przychodnią położnych dni tematyczne związane naturalnie z przygotowaniem do porodu. Nie jest to szkoła rodzenia, a jedynie wykłady na temat psychologicznych konsekwencji  powiększenia rodziny, karmienia piersią czy samego porodu. Wszystkie usługi związane z porodem są państwowe i dlatego opłacane z powszechnych podatków.

Urlop  macierzyński trwa maksymalnie do roku czasu i może być dzielony, tzn. tata może zostać w domu przez cały urlop lub jakiś określony czas. Kobieta zaczyna swój urlop 4 tygodnie przed wyliczonym porodem, a w przypadku pracy w sektorze publicznym 6 tygodni przed terminem.

Do płatnego urlopu macierzyńskiego ma prawo zarówno kobieta pracująca jak i bezrobotna. W drugim przypadku dotyczy to jednak tylko kobiet, które otrzymują pieniądze z A – Kasse, funduszu dla bezrobotnych, który wcześniej przed utratą pracy same opłacały. Pieniądze „macierzyńskie” w tym przypadku wypłacane są z urzędu, a i ich wysokość jest taka sama jak świadczenie na bezrobotnych, które kobieta pobierała będąc na zasiłku, czyli około 9 – 14 tys. Koron. Suma zależna jest od  wysokości  zasiłku na bezrobotnych, który to zależy od wysokości płacy w ostatniej pracy. Im więcej się zarabia, tym wyższy jest zasiłek w razie utraty pracy, a co za tym idzie zasiłek macierzyński. W przypadku kobiet, które nie opłacały funduszu dla bezrobotnych, nie otrzymują zasiłku macierzyńskiego, a jedynie zasiłek dla bezrobotnych z urzędu miasta tzw. Kontanthjælp, który zaczęły pobierać po utracie pracy i po porodzie kontynuują. Wysokość zasiłku to około 9 tysięcy koron.

W przypadku kobiet pracujących, zasiłek wypłacany jest przez pracodawcę. Większość pracodawców wyplaca kobiecie po prostu pełną pensję przez cały urlop macierzyński lub tylko przez 6 miesięcy. Pozostałe pół roku jest regulowane przez państwo i tutaj wysokość zasiłku zależna jest od ilości godzin pracy w tygodniu jak i stawki na godzinę. Maksymalnie można otrzymać 4135 koron na tydzień brutto.

Ciąg dalszy historii Agnieszki- Mamy z Danii znajdziesz TUTAJ

Poprzedni artykułMama motocyklistka – moja radość moja pasja
Następny artykułHalloween – niebezpieczna granica pomiędzy sacrum a profanum